Przeczytane/przesłuchane w marcu:
- 4.04.2025
- 1 Komentarze
Przeczytane/przesłuchane w marcu:
Rodzina Merritt przyjmuje do swojego domu w Los Angeles uczennicę z Wielkiej Brytanii, która ma spędzić u nich cały rok szkolny. Być może to przypadek, ale Tanya jest bardzo podobna do niedawno zmarłej córki Natalie i Matta - Anabel. Dziewczyna szybko odnajduje się w nowym miejscu, zaskarbiając sobie uczucia pani domu, która z miejsca obdarza ją ogromną sympatią. Okazuje się jednak, że młodsza córka Merritów - Paige - nadaje na totalnie innych falach niż nowa lokatorka i ich wzajemne relacje od początku będą dosyć burzliwe. Poza tym ta nowa sytuacja okaże się dla całej rodziny punktem zapalnym do wyjścia na jaw sekretów, które miały pozostać w cieniu...
Wiedziałam, że trudno będzie przebić moje poprzednie spotkanie z prozą Kate Morton, bo "Tajemnica domu Turnerów" wkradła się u mnie na pierwsze miejsce wśród jej powieści, a także wskoczyła na podium najlepszych książek 2023 roku. Cieszyłam się jednak bardzo na moment zatopienia się w kolejnej historii australijskiej pisarki, bo do tej pory nigdy się na niej nie zawiodłam. I rzeczywiście - "Dom nad jeziorem" okazał się dokładnie tak barwny i wciągający jak lubię, nawet mimo tego, że jeden z elementów zakończenia był moim zdaniem pójściem już o krok za daleko.
J.D. Barker już chyba zawsze będzie mi się kojarzył przede wszystkim z kryminalną serią #4MK, którą uważam za piekielnie dobrze skonstruowaną i niezwykle wciągającą. Po niej czytałam jeszcze kilka powieści autora, ale nic nie przebiło spotkań z Samem Porterem. Przez dłuższą chwilę wydawało mi się, że "Gra na antenie" może być jedną z tych książek, które od razu się poleca, gdy ktoś szuka idealnie pokręconej i trzymającej w napięciu historii, ale ostatecznie fabuła poszła w takim kierunku, który mnie osobiście niestety przestał intrygować.
Wiedziałam, że ze względu na naukę będę miała mniej czasu, więc właściwie zaskoczenia nie ma :)
Przeczytane w lutym:
Przez blisko pięć lat nie czytałam się z Jimem Butcherem! Nie mam na to żadnego sensownego wyjaśnienia, ale przynajmniej udało mi się w tym czasie zebrać wszystkie wydane u nas dotychczas tomy serii (a wcale nie było łatwo), więc mam pewność, że nie zabraknie mi okazji do ponownych spotkań z Harrym Dresdenem. I już się z tego cieszę, bo jest coś takiego w tych książkach, co sprawia, że czuję lekkość i radość czytania - bez głębokich analiz i zastanawiania się nad ważkością fabuły. Ot, czysta rozrywka, w której doskonale się odnajduję. I to o dziwo, bo fantastyka nigdy nie jest moim pierwszym wyborem, gdy chodzi o gatunek literacki.
Gdzieś mi ten miesiąc jednak uciekł, chyba w części na popołudniowych drzemkach ("położę się tylko na 15 minut" i bum! 1-1,5h zleciało) oraz braku mocy, który mnie jakoś dopadł. Ale uznajmy, że to był czas na naładowanie baterii i teraz już z pełną energią (o ile na zewnątrz pojawi się więcej słońca) zabiorę się za realizację planów.
Zawsze jestem trochę zdziwiona, kiedy wracam do jakiejś serii i okazuje się, że od ostatniego spotkania z nią minęło kilka lat. Wydaje się, że wcale nie tak długo odkładałam sięgnięcie po kolejny tom, wcale nie przesuwałam go aż tyle razy w kolejce na rzecz innych tytułów. A jednak musiało tak być. Z Williamem Wistingiem spotkałam się prawie pięć lat temu i od tego czasu powstało kilka nowych historii z komisarzem w roli głównej (uwierzycie, że jest już łącznie 17 części?!). Na szczęście książki są cierpliwe i "Jedna jedyna" nie patrzyła na mnie z wyrzutem, tylko grzecznie czekała na swoje pięć minut.
„Miniaturzystka” pokazała mi to, co już właściwie wiedziałam - że szczególnie lubię książki, które trudno określić inaczej, niż jako klimatyczne. Jessie Burton stworzyła historię intrygującą fabularnie, ale przede wszystkim tak barwną, że za jej sprawą przeniosłam się do XVII-wiecznego Amsterdamu, by wraz z Nellą Oortman zacząć nowe życie u boku poślubionego niedawno bogatego kupca - Johannesa Brandta. Życie, które okaże się dalekie od wyobrażeń, jakie miała młoda dziewczyna z małego Assendelftu.
„Anubis” musiał swoje odleżeć w podręcznym koszyku książek do przeczytania, bo raz, że już tak mam z serią o Igorze Brudnym, że nie rzucam dla niej wszystkich innych czytelniczych planów, a dwa, że prawdę mówiąc nie ciągnęło mnie, by wyjechać z głównym bohaterem do Egiptu. Jakoś mi się to w głowie nie zgrywało z jego postacią i wydawało wydumanym pomysłem. Koleżanka zapewniła mnie jednak (pozdrawiam Asiu!), że nie cała akcja się tam toczy, więc przychylniejszym okiem spojrzałam na czekający egzemplarz.
Jak Wam minął grudzień? Mój zdecydowanie szybko i aż trudno mi uwierzyć, że już mamy 2025 rok! Na roczne podsumowania przyjdzie jeszcze czas, a dziś krótko o tym, co w ten ostatni miesiąc roku się działo. Z okołoksiążkowych tematów pisałam Wam o reorganizacji domowej biblioteczki i urodzinowych książkach (zapraszam, jeśli jeszcze nie czytaliście :)) Mam nadzieję, że uda mi się częściej poruszać takie luźniejsze tematy, bo przyjemnie jest się dzielić z Wami nie tylko samymi opiniami o książkach.
Grudzień to też oczywiście świąteczny czas i powiem wam, że dopiero od kilku lat zaczęłam tak naprawdę odkurzać magię świąt i się nimi cieszyć. W wolnym tygodniu naładowałam baterie, obejrzałam kilka filmów i oczywiście pojadłam same pyszności :)
A stricte książkowo przeczytałam/przesłuchałam w grudniu 6 książek: