Mam wrażenie, że w przypadku Mariany Enriquez utknęłam w poszukiwaniu takich emocji, jakie wywołał we mnie lata temu jej zbiór opowiadań „To, co utraciłyśmy w ogniu”. Ich fabuła tak naprawdę wraz z upływem czasu rozmyła mi się w pamięci, ale zostało mi to gryzące uczucie fascynacji niepowtarzalnym i mrocznym klimatem. Nie udało mi się zachwycić powieścią autorki „Zjazdy są najgorsze” (notabene jej debiutem), ale liczyłam, na to, że może powrót do krótszej formy okaże się dobrym pomysłem. I rzeczywiście książka „Słoneczne miejsce dla mrocznych ludzi” okazała się trochę bliższa temu, co u argentyńskiej autorki tak doceniłam przy pierwszym spotkaniu, ale jednocześnie nie przyniosła mi mimo wszystko tej samej literackiej satysfakcji z lektury.
- 10.10.2026
- 2 Komentarze







